Wczoraj byłam na jednodniowej wycieczce po Berlinie i odwiedziłam kilka jarmarków bożonarodzeniowych. Muszę przyznać, że było to bardzo interesujące doświadczenie. Jak chodzi o kuchnię niemiecką( rzecz która zainteresowała mnie najbardziej :P) to królują w niej głównie potrawy mięsne, chociaż, że z tego co widziałam było tam dziwne danie z pieczarkami( taplające się w hektolitrach tłuszczu).
I właśnie z powodu tych niemieckich przysmaków wczorajszy limit( 1500 kcal) został przekroczony.
w dzisiejszym dniu zamierzałam to jednak nadrobić, wyszło mi w połowie:
Śniadanie: kromka z masłem i szynką, kawałek piernika- 200 kcal
Obiad: kilka łyżeczek miodu, trochę serka waniliowego, pół szklanki mleka czekoladowego, 2 łyżki płatków, 250 g pieczarek w sosie, 2 mandarynki- 900 kcal
Razem: 1100 kcal
Jestem z siebie zadowolona.
A i jeszcze z Niemiec przywiozłam ciekawy smakołyk. Coś takiego:
Posiada w sobie ok 270 kcal( producent podaje 269 na porcję)
Nie jadłam jeszcze, ale jak już to zrobię to postaram się napisać recenzję.
A na koniec piosnka zespołu który ostatnio odkryłam( mają trochę dziwne teledyski) :

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz